now loopin’: Rammstein - Mein Herz Brennt / Tatu - Ja Tvoja Ne Pervaja
Malin ma rację - czas wytłumaczyć kilka spraw:
1. Pieniądze szczęścia nie dają - myślałem o tym jak wyczyściłem do dna swoje konto bankowe i patrzyłem na leżące przede mną pieniądze. Same w sobie nie przedstawiają jakiejkolwiek wartości. Fajnie zaczyna się robić dopiero wtedy, kiedy można coś za nie kupic :>
2. Urząd skarbowy - chciałem odliczyć sobie zakup imac’a od podatku, dlatego musiałem zrobić wypad du US. Niespełna rok temu, kiedy kupowalem powerbook’a, druk PCC-1 musieli podpisać zarówno kupujący, jak i sprzedający. Po tegorocznej zmianie w prawie podatkowym PCC-3 wypełnia tylko kupujący, dlatego nie musiałem papierów do warszawy i wydłużać czasu oczekiwania na odbiór macaroniego o kilka dni. A dojebią mi pewnie podwójnie, kiedy bede składał swoje rozliczenie podatkowe za rok WTC+5.
3. Tłusty czwartek - dzień dostarczenia macaroniego ;)
Najnowszego wpisu nie tłumaczę, bo jest jeszcze za wcześnie, bym mógł się pochwalic ;)
now loopin’: Hatiras - Spaced Invaders (DB-10)
Nie chcę Cię straszyć, ale nadciąga takie zło, że zrywa trampki na starcie. Poważnie.
now loopin’: Good Charlotte - Victims Of Love
_Prawie_ nie bolało. Wyjebie je wszystkie i będzie spokój. Bedę jak Dawid Gatti. Następna za w tygodnie.
Oh, jeszcze jedno - myślałem, że są większe.
now loopin’: Hatiras - Spaced Invader
Pieniądze szczęścia nie dają. Pamiętaj.
now loopin’: High Contrast feat. Spoonface - Only Two Can Play
Pierwszy raz w życiu urząd skarbowy mnie dziś zaskoczył. Nie sądziłem, że kiedykolwiek dożyję dnia, w którym przepisy prawa podatkowego zostaną zmienione na moją korzyść. Ofkoz jak znam życie, kiedy będę się rozliczał, okaże się, że US dojebie mi podwójnie ;)
now loopin’: DJ Friction - The Mix Show On 1xtra (07-01-2005) [fragment 10:58 - 16:13]
W tym roku tłusty czwartek™ wypada w kwieniu. Serio.
now loopin’: DJ Marky - Make It Tonight (High Contrast remix)
Najedzeni po świętach? Dobrze. Trzeba znowu wrócić do walki z życiem.
now loopin: Holdcut - Breath
Dzwonie i próbuje zorganizować sobie lód w chacie, żeby na mnie czekał, kiedy przyjadę, a tam każda lodówa wypchana po brzegi mięsem. Jest bardzo nie na rapie.
now loopin’: Smarki, Pysk, Kixnare - Kawałek o rapie
No i tak po chuju ostatnio. Dzień w dzień to samo. Gniję jak jakiś leszcz 8h przed komputerem i wszyscy wpierdalają mi się w robotę - aż się odechciewa człowiekowi tworzyć cokolwiek. Siedzę, wlepiam wzrok w róg matrycy i wyczekuje pojawienia się tam “17:00″. I tak wychodzę z biura, a we łbie myśl, że znowu dziś nic nie zrobiłem. Wracam do siebie, spoglądam na cały ten syf i czuje jak mnie przerasta. No, żeby drugi tydzień próbować to posprzątać? Przesada. Wcinam tylko na zmianę chleb z zajebistym smalcem, który przywiozłem sobie z domu i popcorn z mikrofali. Nie mam siły zrobić nic innego. Chcę się rozwijać, ale nie mam jak. Siadam przed monitorem, na którym mam tak maksymalnie zjebany obraz, że szkoda nawet wspominać. Design odpada. Więc może pokoduję? Odpalam xcode i przesiaduje nad nim kilka godzin, bo przecież to moje pierwsze podejścia z cocoą. Północ, a ja zastanawiam się “na chuj mi to wszystko? na chuj zamówiłem książkę za 130pln, skoro i tak nigdy nie będę dobrym koderem macowych apps’ów. A nawet jeśli, to na życie nimi nie zarobię, bo gdzie znajdę taką pracę?”. Mam za małe biurko, niewygodne krzesło i robię wszystko, by przy nim nie siedzieć. Najchętniej spałbym całymi dniami, ale wtedy mam wyrzuty sumienia, że bezproduktywnie przejebuję całe dnie. Prawdę mówiąc i tak przejebuję całe dnie, bo do niczego to nie prowadzi. Dzień w dzień to samo. I co z tego, że jadę do domu na święta? I tak nie wypocznę. Przejebię trochę czasu z padem w łapach, bo na bank nie zrobię nic kreatywnego będąc w Niezdobudzu. Zawsze jest tak samo, kiedy tam trafiam. I tak tu wrócę i dalej będzie tak samo. Zawsze po chuju.